Tym razem mamy (znowu) klingoński D7 - tym razem nieco bardziej ożywiony bo wygląda, jakby był w środku zaciętej bitwy (ach... te torpedy fotonowe...). Definitywnie wygląda on ciekawiej niż model z serii 1 - chociaż niektórzy mogą powiedzieć, że producent nie miał co wymyślić i będą mieli rację. Dla kolekcjonera jednak jest to jak zwykle pozycja obowiązkowa :)
Ten dwunastocentymetrowy model na pewno będzie doskonałą ozdobą na biurko czy półkę :) Jest on wart polecenia każdemu, kto chce wejść w świat replik modeli Star Trek nie chcąc jednocześnie rozsądnie wydać swoje pieniądze. Jeżeli ominęła Cię przyjemność zakupu D7 z poprzednich serii to kupując ten sprawisz, że odróżnisz się od reszty.